poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Od Mary 6

- Mam już plan! - mówiłam na tajnym zebraniu, nie było tam Tamariego, ani jego pum. Wszystko ustaliliśmy. Szykowaliśmy się i ćwiczyliśmy. W końcu nadszedł ten dzień.
- Czy wszyscy gotowi? - zapytałam
- Tak!!!
Poszliśmy do wąwozu, gdzie byli ludzie. Gabriel z drugiej strony uwolnił zwierzęta. Były z nami wszystkie pumy i Tamari. Lwy zaczęły rzucać zeribę. Ludzie wsiedli do maszyn i uciekli.
- Pumy pilnujcie, czy ktoś został.
Stanęły na skraju. Wszyściutkie.
- Teraz!
Lwy chwyciły gałęzie zeriby. Zepchnęli naszych wrogów w duł, do żywopłotu.
- Tamari - rzekłam - Oddaj tron po dobroci.
Wiedział, że jest sam i nie przeżyje, gdy się nie zgodzi.
- Dobrze, dobrze - warknął - A co ze mną?
- Odejdź! - powiedziałam - Skazuję cię na wygnanie.
Wiedziałam, że on zepchnął Tako. Sam mi o tym powiedział. Tamten stanął jak wryty.
- No co?! - krzyknęłam - Odejdź!
Tamten odszedł.
- Zemszczę się! - krzyknął - Będę królem! Nawet siłą!
- Odejdź - powtarzałam mój wyrok.
Odeszliśmy na skałę. Wszystkie zwierzęta były radę, że znów będę rządzić. Po jakimś czasie nasze ziemie porosła świeża trawa. Zza deszczowych chmur wyszło słońce, wróciły zwierzęta. Bałam się tylko powrotu Tamariego.
C.D.N

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz