wtorek, 20 maja 2014

Od Angeles 1

- Dziękuję - powiedziałam do Mary, pozwoliła nam dołączyć. Poszliśmy z Rodney'em do jaskiń. Rano, gdy się obudziłam malucha nie było.
- Rodney!
- Rodney!
- Rodney!- krzyczałam przez płacz
- Rodney!
Poszłam do Mary.
- Nie ma Rodney'a, nie reaguje na wołanie i go nigdzie nie ma.
Mary pobiegła po wojsko. Opowiedzieliśmy wszystko.
- Trzeba o znaleźć - powiedziała Melody
- Gepardy! - rzekła Mary - Przeszukajcie tereny.
W tamtej chwili przybiegł Gabriel.
- Słyszałem krzyk!- krzyknął
Opisał to miejsce.
- Szybko - oznajmiła Mary
Zaczęliśmy biec pierwsze ; ja, Mary, Melody i Gabriel. Wojsko biegło z tyłu.
 - Schowajcie się w krzakach - Mary wskazała na wojsko
Tak jak myślałam. Ten cały Tamari, miał mojego syna za sobą.
- Oddaj tron, albo kociak zginie! - warknął - Jesteście sami, a ja mam stado pum i tak przegracie.
- Teraz! - ryknęła  Mary.
Wszystkie lwy i gepardy ze stada skoczyły na pumy. Mary na Tamariego. Mały Rodney przybiegł do mnie.
- Nic ci nie jest? - zapytałam
- Nie, mamo.
Po wygranej walce mały nam wszystkim opowiedział o porwaniu.
- Dziękuję - szepnęłam do lwów i gepardów.
C.D.N

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz