Szłam do wodopoju. Droga nie była daleka, ale w taką pogodę (gorąco) każdemu chciało się odpocząć w cieniu. Weszłam do lasu. Zobaczyłam tam nie znaną lwice i lwiątko. Leżeli na ziemi.
- Co się stało? - zapytałam
- Jesteśmy strasznie zmęczeni ucieczką - rzekła lwica - Jakiś lew napadł nasze stado.
- Jak wyglądał?
- Taki czarny.
- Tamari - powiedziałam - Jak się nazywacie?
- Ja jestem Angeles, a to mój syn Rodney.
Spojrzałam na malucha.
- Chodźmy do Mary, ona na pewno pozwoli wam dołączyć.
C.D.N
- Co się stało? - zapytałam
- Jesteśmy strasznie zmęczeni ucieczką - rzekła lwica - Jakiś lew napadł nasze stado.
- Jak wyglądał?
- Taki czarny.
- Tamari - powiedziałam - Jak się nazywacie?
- Ja jestem Angeles, a to mój syn Rodney.
Spojrzałam na malucha.
- Chodźmy do Mary, ona na pewno pozwoli wam dołączyć.
C.D.N
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz